Bardzo przyjemna jazda. Rano bez wiatru a powrót szybki ;) Podobno był dzień bez samochodu, ale nie zaobserwowałem jakichkolwiek odstępstw od rzeczywistości :D
Rano pod widoczny wiatr (w odróżnieniu od wczorajszego - niewidocznego). Ale nie mełłem bezgłośnie( ani głośnie ;) kalumni, gdyż przed pracą musiałem zaliczyć samochodową wyprawkę do lekarza. Dzięki Bogu że jeżdżę rowerem na co dzień bo choć poszło mi sprawnie to jednakowoż czasu psu pod ogon trochę poszło - o przemnożone przez te wszystkie pozostałe auta !? Powrót szybki bo znowu coś - max za autobusem chyba ;) Pompino powoli odbiera swoje punkty ;)
Rano dosłownie czułem jak pcham całe zwały opornego powietrza ;) Powrót dużo lepszy bo wiatr troszeczkę pchał, ale burza co straszyła w ciągu dnia pozostawiła tylko jakieś nieśmiałe kałużencje ;) Wieczorem squash. Powrót na rowerze bardzo przyjemnie wychłodził organizm. Ciekawe czy zakwasy będą tak bolesne jak ostatnio czy może jakiś upust już wybiegałem/wyskakałem ;)
Słońce i wiatr, jakoś tak dziwnie (ale bo normalnie ;) ten drugi raczej w twarz mimo że do i z pracy to kierunki raczej przeciwpołożne ;) Aczkolwiek powrót ścieżką przy torach. Rano niecodziennością w codzienności było napotkanie na ścieżce rowerowej przy Kopie Cwyla sławnej Che. Niestety mój stary procesor obrobił dane już po czasie, więc zawołanie "Ave Che!!!" oczekuje na następną najbliższą okazje ;)
Słońce i ciepło (jak na wczesną jesień ;) Rano już miałem w rękach Pompina ale bezdeszczowa prognoza skłoniła mnie do Specajnera który a) dodaje mi radosności w jeździe oraz b)na Pompinie się najeżdżę do wiosny mnóstwo ;) Powrót ścieżką przy torach z wiatrem w plecy - radość w czystej postaci :D
Rano słońce i pusto bo wcześniej się wyszarpnąłem na szychtę. Powrót pod wiatr ale fajnie. Powoli przyzwyczajam się do grubych opon ale czasami miękkość tyłu doprowadza mnie do schizy że znów kapeć ;)
Pompin na oponach 40c zrobił się mniej zrywny ale krawężniki i tory tramwajowe nie straszne mi są już wcale :D Powrót w deszczu - już zapomniałem jakie to uczucie jechać w zimnym deszczu - pora się przyzwyczajać :/
Od kilkunastu już lat jestem poważnie zainfekowany ostrą cyklozą. Jeżdżę codziennie do roboty, okazjonalnie w weekendy. Mam epizody maratońskie (Mazovia MTB, Bikemaraton) i kilka rowerów. Udzielam się na stronach: www.team29er.pl i www.fatbike.com.pl.
Na bieżąco moje aktywności widać tu: https://www.strava.com/athletes/5079042