Dwa dni w Świętokrzyskiem - dzień 1

Piątek, 18 maja 2012 · Komentarze(4)
Trasa wytyczona bez należytego rozpatrzenia, pobieżnie, lubi kopną człowieka w "Wielkanoc". Przygotowania do dwudniowego wypadu z rowerem powinno się również jako tako ogarnąć ;) I to nieogarnięcie wylazło w połowie drogi na stacje W-wa Służewiec. Orzeszku.. nie mam pompki!! Improwizacja. Nieoceniony kolega Rafał, zostaje brutalnie wyrwany z rytmu spraw firmowych, w celu wynalezieni mi sklepu rowerowego w Radomiu, doskonale zaopatrzonego w pompki rowerowe. Po chwili mam namiary i wstępnie uspokojony, ładuje się do ulta-nowoczesnego składu Kolei Mazowieckich.

Któreż to od maja do września wożą rowery za darmochę - chwała im. W Piasecznie dosiada się planowo, dawno niewidziany przeze mnie kolega Jacek, który dolść nieoczekiwanie podjął rzuconą emailem rękawice pt. “Z Radomia do Nowej Huty, 80km na rowerach, na zlot koleżeński - męska impreza!! ;)” Jacek ma szosówkę więc wspólnie robimy jakieś pierwsze 40km. Potem ja w las :) Tak sobie jedziemy, podziwiamy bujające się na hakach rowerki. Jamis Banita już raz spadł i tylko cud chyba, że nie ubił emerytki-działkowiczki i jej Wigry 3.
Od słowa do słowa konfrontujemy mapy - Jacek ma większą :? Co gorsza, na jego mapie są dwie Nowe Huty. Ta w okolicy Nowej Słupii, do której wyznaczyłem trasę i druga, dalsza, przy drodze z Daleszyc do Rakowa. Konsternacja - patrzę na adres punktu docelowego - Nowa Huta 20 , 26-035 RAKÓW - hura! Raz że orientujemy się wczas a dwa ze mamy dodatkowo 20-30km do zrobienia;)
W Radomiu pod dworcem, zasięgamy języka w kwestii adresu sklepu rowerowego. Ale ten, odsyła na na druga stronę ulicy, pod plan miasta. Szczęściem, do którego nie jestem przyzwyczajony, po drugiej stronie ulicy znajdujemy - o nie, nie sklep - a tylko obietnicę znalezienia go w postaci wielgachnego banera.
Jacek, bywały już w Radomiu, orzeka że adres, koresponduje z naszą trasą wylotową. A więc w drogę. Dość łatwo odnajdujemy Rodex - słynny ze sprzedaży karbonowych części.
Z pompką na plecach, spokojny jak dziecko z lizakiem, ruszamy na południe. Jest miło, wiatr robi wbrew ale chowam się za Jackiem i lecimy dość szybko. Ruch samochodowy jest ale w umiarkowanym natężeniu. Droga raczej wąska więc jak mija na TIR to jakoś tak nieswojo …
Wokół okolica epatuje wszystkimi odcieniami zieleni. Wiosna rozkwita i pachnie!
Docieramy do Mirca. Mapa mówi niewyraźnie o jakiejś drodze na Wąchock, ale czy będzie dobra dla szosy Jacka?? Tubylcy mówią że tak, więc ruszamy. Zaczyna się fajnym podjazdem a potem wiedzie malowniczym lasem - bajka.
W Wąchocku, od razu trafiamy na słynny pomnik Polskiego Sołtysa :) Tutaj planowo się rozdzielamy. Jacek po krótkim zwiedzaniu Opactwa Cystersów ma ruszyć na Starachowice i dalej a ja, na wprost, na południe w las do Bodzentyna.
Dość szybo znajduję czarny szlak ale oczywiście mi się gubi - normalka. Ponieważ jestem do tego przyzwyczajony, spokojnie zjadam kanapkę i ruszam “na słońce” kolejnymi napotkanymi leśnymi drogami. Fajna jazda. Podjazdy, zjazdy, koleiny - super. Początkowo drogi są wyraźne, jeżdżone, potem jakby mniej. W końcu ląduję na mokradłach i przedzieram się z rowerem na plecach jakieś 2-3km.
Potem znowu trafiam na ślad jakiegoś szlaku i powoli docieram do cywilizacji w postaci ubitej z tłucznia drogi. Niestety ukierunkowanej prostopadle do mojego celu więc znowu zapadam w głuszę ale tak szczęśliwie że trafiam w szlak niebieski. Przejeżdżam przez jakiś strumyk - fajnie.
W końcu znowu trafiam na ślad jakiegoś szlaku i powoli docieram do cywilizacji. Ubitej z tłucznia drogi. Ale ukierunkowanej prostopadle do mojego celu więc znowu zapadam w głuszę ale tak szczęśliwie że trafiam w szlak niebieski. Przejeżdżam przez jakiś strumyk - fajnie.

Potem jest słabiej, bo szlak jest prawie zarośnięty. Jadąc, przebijam się przez kolejne zarośla.
Potem jest jeszcze słabiej bo ktoś postanowił owe zarośnięcie usunąć, niestety wszystko zwałował na środku szklaku. A więc zmiana ról - Banita jedzie na mnie. Niestety moje piszczele i łydki nie są tak odporne jak geaxy aka 2.2 ;)
Mozolnie docieram do ubitej drogi. Mapa podpowiada że mimo iż jest prostopadła do celu to da radę - tym bardziej że niebieski szlak ginie w gęstwinie po drugiej stronie.
O jakaż to rozkosz wrócić na siodło - mimo że du-pa boli z letka ;) Średnia podskakuje bo jest w dół a potem lekko w górę. Wypadam w końcu z lasu i wracam do cywilizacji. Picie mi wyszło więc trafiam do sklepu. Pod sklepem weekend już się zaczął. Właśnie podjechała ekipa furą, wstrzymali konia (nie przebierając w słowach) i wysłali najmłodszego po piwo ;)
Do Bodzentyna, najpierw trochę się wspinam a potem łagodnie i szybko zjeżdżam. Bajeczność. Powietrze trochę zimne mimo słońca.
Z Bodzentyna do Św. Katarzyny chciałem dotrzeć przez Miejską Górę niebieskim szlakiem jak z zeszłym roku ale po błądzeniu zostało mi mało czasu i pary. Ciągnę więc asfaltem.
Za Św. Katarzyną zatrzymuję się w punkcie widokowym to dziś szczyt przekroju trasy. Jest piękna panorama, przy której kontemplacji zasysam bananowego żela - w organizm wraca nadzieja ;)
Do Górna cały czas w dół. Ekstra jazda bo w drodze jest wydzielony pas dla rowerów - genialne w prostocie :)
Po przecięciu DK74 zaczynam wspinaczkę a organizm zaczyna powoli myśleć o regeneracji. Dzwonię do kolegi Organizatora - Pawła - który w swojej zapobiegliwości uspokaja mnie że ma 10 piw i jaszcze dokupi :D
W Daleszycach zagadnięty młody człowiek straszy mnie że do Rakowa to ze 40 kilometry ale do Nowej Huty to mniej - z połowa tego bedzie. Tablicę z nazwą miejscowości zobaczyłem z głównej drogi w ostatniej chwili …
O cudowna chwilo, gorącej kąpieli, pierwszego łyku piwa i orgiastycznych placków :D

codzienność

Czwartek, 17 maja 2012 · Komentarze(0)
Kategoria komunikacja
Z prognoz wynika brak opadów i faktycznie rano sucho ach słońca brak. Cała jazda do roboty podwiatrz. Miejscami się kładłem na kierownicy Jamiego żeby nie przyjmować wszystkiego na klatę ...
Powrót natomiast w słońcu i miejscami z przyjemnym wiatrem po plecach.
Po drodze jeszcze z wizytą w Airbiku na Mangali bo jutro i w długi teren ruszam na Banicie a mi rura zmiękła na myśl że miałbym się wybrać bez gumy na zmianę lub łatek - a wszystko wyszło ;)

codzienność

Środa, 16 maja 2012 · Komentarze(0)
Kategoria komunikacja
Od rana deszcz. Szczęśliwie niezbyt intensywny a ja przygotowany ;) Resztki tylnego topika skleiłem taśmą - masakra. A że upału brak oraz niemoc odnalezienia letnich długopalczatek, ruszyłem w jesiennych rękawicach z membraną. Troszeczkę mi było łyso dopóki nie zobaczyłem, na mieście ludzi w wełnianych płaszczach;)

codzienność

Wtorek, 15 maja 2012 · Komentarze(0)
Kategoria komunikacja
Rano udało sie jeszcze na sucho dotrzeć do robo. Ale w ciągu dnia zaczęło siąpić a potem regularnie dżdżyć. Od wilgoci Hayesy Jamiego-Banity wyły jak ... coś strasznego ale skutecznie budziły przerażenie i popłoch wśród pieszych użytkowników DDR'ów. Jazda oczywiście bez grama błotnika więc sucho miałem tylko miedzy palcami stóp ;)
Geax AKA całkiem dobrze trzymają w zakrętach na mokrym asfalcie.

plan b albo nawet ę

Sobota, 12 maja 2012 · Komentarze(0)
Jeszcze tydzień temu plan był ambitny - duża pętla przez Grójec. Rano o 6:30 zdziwiła mnie temperatura, zgoła nie pasująca do wczorajszych prognoz.
Prognozy jednakowoż sprawdziły się w nieodpowiednim momencie i w punkcie zbornym zaczęło padać. Po skompletowaniu się grupy (a było nasz 5), wykrystalizował się luźny plan c.
Chwilami było bardzo fajnie:

W pozostałych momentach tylko fajnie ;)
Wreszcie udało mi się "zaliczyć" most Północny vel Marii Curie-Skłodowskiej. Brak ścieżki i wiatr w plecy pozwoliły na szybki przelot na Białołękę.
Taki jeden ambitny (ten w niebieskim wdzianku ;) chciał nas przegonić jeszcze 20km w kierunku za Jabłonną aleśmy się nie dali :)
Ruszyliśmy na południe tracąc niemal przy każdym moście skład osobowy ...
Za Siekierkowski pojechaliśmy zinwentaryzować nową ścieżkę na wale - wydłużyła się w ciągu ostaniach 2 tygodni ;)
Mimo deszczu w Wilanowie na polu golfowym ruch, chytrusy machali kijami spod daszków ...
Na Wilanowskiej - awaria - dwa razy zmieniamy dętkę w jednym rowerze Kolegi któremu do domu zostało jeszcze 15km.
Na koniec próbowaliśmy ustalić kto się najbardziej ubłocił - nie udało się wyłonić zwycięzcy :D

Ta to wszystko natomiast się prezentuje na mapie:

Duża pętla - za tydzień, dwa lub niebawem ...
PS. Po przerwie znowu ma własnym rowerze. Specajner na gładkich, oponach 40c miło leci i po asfalcie i utwardzonych ścieżkach nad Wisłą. A wypożyczony mostek 100 chyba już optymalnie ustawił mi pozycje.

codzienność

Piątek, 11 maja 2012 · Komentarze(0)
Kategoria komunikacja
Dziś do roboty ścieżką przy torach. Rano ciepło i miło. Jamis fajnie leci po ścieżce. A wszelkie większe stopnie czy uskoki łyka. Amortyzator wszystko łyka a wielkie opony dodają pewności.
Powrót też przy torach. Z porannej ciepłoty po południu zrobił się upał. Wracałem w koszulce bez rękawów żeby spróbować wyrównać opaleniznę - ja Che pisała - negatywa pingwina ;)
Wieczoram musiałem jeszcze szybko wyskoczyć i odkryłem niechcący co Jamis lubi najbardziej. Ostre naparzanie na stojaka. Wysoka pozycja kierownicy i spory przekrok dają swobodę sprintu i luz w głębokich skrętach. Zębate opony dobrze trzymają się betonu i asfaltu.

codzienność

Czwartek, 10 maja 2012 · Komentarze(0)
Kategoria komunikacja
Od rana ciepło. Musiałem odebrać paczkę z skurieriwni ;) szczęśliwie, tak, znajdującej się nie po drodze ;)
Ruszyłem ścieżką przy torach aż do Grójeckiej a potem na Fajansową (myślałem że mnie wręcają ;)
Potem do roboty przez Szczęśliwice. Chciałem na krótki test podjazdowy wystawić Jamiego. Wybrałem ścieżkę trawersyjącą przez zagajnik. Jami fajnie wszystko przyjmował. Wysoka pozycja kierownicy wymusiła pochylenie się nad kierownicą. Ostry podjazd na ostatnim metrze musiałem odpuścić bo nie zdążyłem zredukować - muszę to powtórzyć. Zjazd techniczną drogą z chodnika rzymskiego fajny. Amor i koła drobne nierówności elegancko wywłaszczyły.

Jamis po raz 1

Środa, 9 maja 2012 · Komentarze(0)
Pierwsze km na Banicie- taki Jamis Exile Comp dostał codename ;) Za wygląd głównie. Perszeron to koń zimnokrwisty czyli silny, masywny i jednocześnie spokojniejszy mniej temperamentny. Przez zwartą, zbudowaną z rur o potężnych przekrojach ramę.
Redaktor Śmieszek wydając mi Exila określił go jako ścieżkowca. I faktycznie rower bardzo fajnie skręca, szybko reagując na balans ciałem.
Inna obserwacja to sztywny widelec lub inaczej sztywność całego zestawu widelec osadzonego w potężnej zwężanej główce (1.5 - 1 1/8”)
Mój pierwszy rower bez "skarżenia" Shimanem ;)